Dobranoc... >> niedziela, 12 kwietnia 2009 18:54:17
dawno nie dodawałam bo nie było jak.
mylog jeszcze nie odzyskał i nie odzyska dawnej świetności tak czy inaczej.
Niestety
_____________________
Dobranoc
Bill swobodnie i z gracją wyszedł z samochodu, a za nim niezdarnie wygramolił się Tom, który jak zwykle potykał się o własne spodnie. Czarny zwrócił głowę w jego stronę i uśmiechnął się lekko. Dred dołączył do niego i oboje weszli do nowego domu. Do ich nozdrzy uderzył silny zapach farby i woń tej… nowości. Tom otworzył szeroko oczy i mruknął tylko ciche ,,Wow”, a Bill ruszył przed siebie i zaczął dotykać wszystkich mebli po kolei. Simone stanęła obok Toma i uśmiechnęła się do niego, a on to odwzajemnił.
- Będzie mu tu dobrze.- stwierdziła kobieta.
- Też tak myślę…
Bill siedział na parapecie okna z książką w ręku i przesuwał lekko palcami po każdej linijce, uśmiechając się błogo.
To, że wypadek zabrał mu wzrok nie znaczyło, że musiał zrezygnować z wszelkich życiowych przyjemności. Przedtem jednak postrzegał świat inaczej i wszystko było tylko zabawą. Jednak wraz z pierwszym września 2004 roku jego życie zmieniło się diametralnie. Gdy obudził się po operacji towarzyszyła mu tylko ciemność i wtedy zrozumiał, że jego życie nie będzie już nigdy takie samo. Początkowo męczył sam siebie pytaniami, dlaczego to akurat on, dlaczego nie ktoś inny, dlaczego on musiał tak cierpieć. Z czasem jednak pozostawił to wszystko bez odpowiedzi. Widać tak chciał Bóg, tak miało być, a on Bill Kaulitz musiał sobie z tym poradzić…
Przerwał mu trzask otwierających się drzwi. Do pokoju jak burza wparował Tom i zatrzasnął za sobą drzwi zamykając je na klucz.
- Tom, to ty?- zapytał Bill i powoli zszedł z parapetu- Co ty u licha wyprawiasz?
- Przyszła sąsiadka!- wydyszał .- Z dziećmi! Mama kazała mi się nimi zająć, ale wymiękłem gdy jedno z nich powycinało sobie kobietki z moich gazet i zaczęło się nimi bawić, a drugie ciągało mnie za dredy!- oznajmił przerażony.
Bill roześmiał się serdecznie i pokręcił głową. Tom był jego ukochanym i jednym bratem i jako jedyny dostarczał mu tyle powodów do śmiechu.
- Przecież to tylko dzieci!
- Tylko dzieci?!- jęknął z wyrzutem Tom i usiadł na fotel.- To potwory Bill, to potwory!
Czarny zaśmiał się ponownie i usiadł po turecku na podłodze. Tom opadł na oparcie fotela z głośnym westchnieniem i wytarł pot z czoła. Dzieci były dla niego małymi wojownikami, którzy za wszelką cenę chcieli zniszczyć populację dorosłych. Nie lubił dzieci prawie tak samo jak pająków. Tyle, że pająki nie ciągały go za dredy, ani nie uprzykrzały mu życia, a tym bardziej nie cięły jego gazet.
- Też kiedyś tacy byliśmy.- stwierdził z przekąsem Bill i pokręcił nosem.
- Ja byłem fajniejszy.- obruszył się Tom i ześwidrował go wzrokiem.- Nie tykałem cudzych własności.
Bill podparł głowę łokciami i westchnął cicho. Miał pewne zastrzeżenia co do tej świętości brata, ale wolał zachować je dla siebie, ponieważ Tom niezbyt chętnie wspominał dzieciństwo. Zawsze on dostawał bure do mamy i zawsze on wracał z podwórka jak żołnierz z wojny. Drugi Kaulitz natomiast bawił się z dziewczynami i budował zamki z piasku. Od zawsze dobrze dogadywał się z dziewczynami, a niektórzy dogryzali mu nawet, że miał urodzić się kobitką.
Tom pokręcił nosem jakby ktoś podstawił mu kupę pod nos i wstał z fotela.
- Idę walczyć z potworami!- oznajmił dziarskim tonem i wyszedł pokoju.
Szczerze mówiąc wojna skończyła się przegraną Toma, ale wszyscy w domu traktowali to neutralnie, ponieważ starszy bliźniak bardzo boleśnie znosił przegraną. Był raczej przyzwyczajony do zwycięstw i jakoś nie chciał dopuścić do siebie myśli, że małe potwory obaliły jego fortecę i zmusiły go do bycia konikiem. Teraz – gdy już nareszcie uwolnił się od dzieci, siedział na łóżku ż głową opartą na rękach i patrzył tępo w ścianę wzdychając co jakiś czas. Błękitny kolor ścian uspakajał go i czuł się jakby wstąpił w jakiś błogi stan. Zapomniał o bałaganie w pokoju, zapomniał o tym, że miał go posprzątać i zapomniał nawet o tym, że w TV zaraz będą lecieć ,,Hoży doktorzy” Padł na plecy i przymknął oczy. Zasnął, odfruną w krainę snu. Po długiej walce z małymi potworami sen był czymś, czego najbardziej mu brakowało…
Poczuł jak ktoś energicznie nim potrząsa. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą brata. Był już ubrany w niebieską piżamę w żółte kaczki i trzymał w ręku swoją poduszkę.
- Zaraz zaczyna się serial.- przypomniał mu i zrobił w tył zwrot w stronę drzwi.- Chciałem ci tylko przypomnieć, jak nie chcesz to śpij dalej.
- Już, już idę.- mruknął Tomasz i wstał.
Bill wyszedł trzaskając cicho drzwiami zostawiając brata samego w pokoju. Tom przetarł oczy i ziewną głośno. Zapewne nie przespał nawet piętnastu minut bo dalej chciało mu się spać. Wyciągnął z szafy piżamę i zaczął się przebierać w tempie leniwca i żółwia razem wziętych. Gdy już udało mu się nałożyć piżamę ( tył na przód ) to chwycił swoją poduchę i zwlekł się na dół do salonu. Czarny siedział już przed telewizorem i zajadał popcorn.
- Myślałem, że jednak będziesz spać.- powiedział nie patrząc na niego.- Ruszasz się jak mucha w smole.
Tom puścił jego uwagę mimo uszu i rozwalił się w drugim końcu czarnej kanapy. Minęła już chyba jakaś połowa serialu, ale ze względu na to, że był sobotni wieczór to leciało aż 5 odcinków. Tom średnio pałał sympatią do tego serialu, ale Bill uwielbiał go od małego i nie przestał go ,,oglądać” nawet gdy stracił wzrok. Rozpoznawał wszystkich bohaterów po głosach.
- Kiedy to się skończy?- marudził Tom przytulony do swojej poduszki.- Przerzuć na TVN turbo.
- TVN turbo to ty sobie możesz oglądać u siebie.- warknął Bill i schował pilota pod poduszkę.- Jak ci się nie podoba to trzeba było w ogóle nie przyłazić, bo leżysz i narzekasz jak stara panna na wydaniu.
- Hahaha.- mruknął z przekąsem Dred.- Z nas dwóch to ty bardziej nadajesz się na pannę.
- Oh, człowieku – mopie zamknij twarz i odejdź bo zaraz ci powycinam gołe babki z twoich gazet.
- CICHO!- syknął Tom.- Chcesz przyprawić mamie zmartwień?
Bill uśmiechnął się drwiąco i zmienił pozycję na bardziej wygodną. Napchał do buzi popcornu i przestał zwracać uwagę na Toma, który jęczał i męczył aż do końca seansu.
- Więcej nic z tobą nie oglądam.- burknął Bill i wziął pod pachę swoją poduszkę.
Tom uśmiechnął się lekko i wyciągnął się na kanapie. Czarny fuknął cicho i powoli zaczął wspinać się po schodach na górę.
- Dobranoc.- mruknął cicho i zatrzasnął drzwi do swojego pokoju.
Tom nie odpowiedział mu. Wtulił tylko twarz w poduszkę i zasnął niemalże natychmiast.
komentarze [8] >> piątek, 9 stycznia 2009 02:23:41
I.Nie chciał patrzeć na ten szary świat , na sztuczną, papierową miłość(...)
Czarnowłosy chłopak usiadł na fotelu przy oknie i wyciągnął z torby grubą książkę. Słońce świeciło jasno i raziło w oczy, a lekka niebieska zasłonka kryła jego delikatną twarz przed jego promieniami. Uśmiechnął się pod nosem i z wielkim podnieceniem otworzył książkę na 575 stronie. Kartki nie zawierały liter, lecz dziwnie ułożone ,,kropki”. Chłopak usadowił się wygodnie w fotelu i przejechał wolno palcami po pierwszej linijce strony. Na jego twarzy wstąpił błogi uśmiech. ,,Czytał” dalej, a każde zdanie, każdo słowo, każda literka docierało do niego tak dokładnie jak gdyby czytała mu to matka. Ona i jej spokojny ton, czytała najlepiej ze wszystkich, ale kto widział by mamusia czytała książki 18 – letniemu chłopakowi. Zaniepokoił się lekko, sytuacja nieco się zmieniła, ale po chwili już śmiał się cicho ze sprzeczki głównych bohaterów. Wszystko przeżywał tak dokładnie, tak jakby tam był, jakby w tym wszystkim uczestniczył, jakby to działo się naprawdę…Szybko przejechał palcami po kolejnej linijce, i jeszcze jednej i następnej. Był tak ciekawy dalszych wydarzeń, tak bardzo chciał już wiedzieć kto jest księciem chodź sam miał na ten temat rozwiązanie i szczerze mówiąc czekał tylko na jego potwierdzenie. Przerwał mu zgrzyt drzwi, ktoś wszedł do środka. Czarny szybko zwrócił głowę w tamtą stronę, ale niestety nie mógł nic zobaczyć, mógł tylko czuć i domyślać się.
- Tom to ty?- zapytał niepewnie i wyciągnął rękę przed siebie.
- Tak.- usłyszał głos brata i poczuł jak lekko ściska jego dłoń.- Jak się czujesz? Jak książka?
- Jest wspaniała, ale zostało mi już nie dużo stron, co ja potem będę robił?- zasmucił się Bill.
- Na pewno coś wymyślisz mój ty kreatywny klonie.- zaśmiał się Dredziarz.- Przeczytasz mi kawałek?
- Dobrze.- zgodził się chłopak i ułożył dłonie na kartce.- Ale na pewno chcesz?
- Czytaj.
Nagle usłyszał wrzask i łomot. Zatrzymał się nasłuchując.
- Jak…ŚMIESZ…aaaaauu!
Krzyki dochodziły z pobliskiego korytarza. Harry popędził tam, wyciągając w biegu różdżkę, minął róg i zobaczył leżącą na posadzce profesor Tralawney. Głowę miała omotaną swoimi szalami, a obok niej leżało kilka butelek sherry, w tym jedna rozbita.
- Profesorka nieźle zabalowała.- zauważył Tom.- I co twoje przypuszczenia zgadzają się z treścią książki?
- Nie wiem, ale na 99% mam rację.- odrzekł.- To jasne. Zresztą już ci mówiłem.
- Bill…mam problem.- zaczął nieśmiało Tomasz i spojrzał znacząco na brata.- Nie umiem postępować z dziewczynami ja…nie jestem taki jak ty i ja…
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.- oznajmił i położył rękę na ramieniu brata. – Nie powinniśmy oceniać ludzi po wyglądzie i słowach, lecz po czynach bo powiedzieć można dużo, a mało z tego można zrobić. Chodźby była niewiadomo jak piękna może być zepsuta w środku…Nie chcę żebyś się przejechał.
Tom uśmiechnął się lekko do brata, a on to odwzajemnił. Nie mógł zobaczyć, ale mógł czuć…Umiejętność widzenia nie była mu potrzebna do poznawania tego świata, nie musiał widzieć smutku, łez i radości – on je czuł. Nie musiał widzieć, by przeczytać – dotykał tego. Nie musiał widzieć by stwierdzić piękność – ona sama promieniowała.
- Jesteś taki mądry.- stwierdził Tom.- Aż nie mogę uwierzyć, że jesteś moim bratem…Jesteś zupełnie inny niż ja…jesteś lepszy.
- Nie ma ludzi lepszych i gorszych.- stwierdził Czarny.- Wszyscy jesteśmy sobie równi, nie ma ludzi dobrych i złych. Tylko od nas zależy, którą drogę wybierzemy.
- To wszystko jest dla mnie chyba za mądre.- westchnął Tom.- Mama mówiła, żebyś się pakował. Zaraz wyjeżdżamy.
Czarny kiwnął głową i odłożył książkę na parapet. Wstał z fotela i wyciągnął spod łóżka wielką, czarną walizkę. Otworzył ją. Wyrzucił z niej białą skarpetkę, parę niepotrzebnych chusteczek higienicznych i skórkę od banana. Bez najmniejszego problemu otworzył szafę i dotykając materiałów rozpoznawał swoje ulubione bluzki, najwygodniejsze spodnie i ciepłe kurtki. To nie stanowiło dla niego żadnego, nawet najmniejszego problemu. Umiał żyć tak jak chciał Bóg, umiał pogodzić się z jego decyzją, wiedział, że tak musiało być, wiedział, że kiedyś wszystko się zmieni, wiedział i wierzył, że zobaczy kiedyś swoje odbicie w lustrze, że zobaczy brata i matkę…Musieli bardzo zmienić się przez te 3 lata. Był ciekawy jak Tom teraz wygląda z dredami, czy pasuje mu kolczyk w wardze, a na końcu czy on sam wygląda normalnie, czy mocno się zmienił, czy ładnie my w dłuższych włosach. Czy matce przybyło zmarszczek, czy ojciec mocno zsiwiał…
- Pomóc ci?- zapytał nieśmiało Tom.
- Nie, dziękuję.- odrzekł.
Nie potrzebował pomocy. Równo złożyć ulubione koszulki i ułożył je w walizce, potem przyszedł czas na spodnie i kurtki.
Tom siedział w fotelu i uważnie przyglądał się bratu, który poruszał się tak swobodnie, jakby nigdy nic się nie stało, jakby ciągle dostrzegał wszystko co go otacza, jakby tamten wypadek nigdy się nie zdążył…Jakby lekarz nigdy mu nie oznajmił, że stracił wzrok, a do tego był taki mądry, mądry i dojrzały. Na wszystko znał odpowiedź i zawsze tak pięknie mówił…Był dumny, bardzo dumny, że miał takiego brata i gdzieś w głębi duszy chciałby być na jego miejscu, chciałby umieć kochać – nie widzą Kogo, chciał czuć wszystko – czuć, a nie widzieć. Nie chciał…Nie chciał patrzeć na ten szary świat , na sztuczną, papierową miłość, na fałszywych ludzi i na pieniądze, które nigdy nie potrafiły dać mu szczęścia…
komentarze [10] >> wtorek, 6 stycznia 2009 14:04:36
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu
Tak wiem, że znowu nawaliłam, ale nie tylko ja. Mylog także.
Dziękuję za te pare wpisów do księgi. Po niecałym roku, po skończeniu Immortl Dream postanowiłam jednak pojawić się jeszcze na mylogu. Dlaczego? Nie wiem. Może mi czegoś brakowało, przez ten rok? Pochwał? Nie. Nie o laury chodzi... Może o... możę o przyjemność pisania i dzielenia się tym z innymi? Hm...
Każdy czasem nawala, a ja niestety robię to dosyć często i mi wstyd jak zwykle. Zawsze myśle po fakcie. Badź miłości mnie grzesznemu xD
*********************
10 – letni chłopiec siedział tuż obok swojej matki i bacznie przyglądał się obrazkom w małej, cienkiej książeczce. Przedstawiały młodego chłopca w blond włosach i niebieskiej pelerynce, która lekko opadała na jego chude ramiona. Chłopiec uśmiechnął się lekko i wsunął książeczkę w ręce matki.
- Tu skończyliśmy.- powiedział cichutko i wygodnie ułożył się na dużej białej poduszce.
Kobieta zaczęła czytać. Czytała płynnie, cicho i z odpowiednią tonacją. Czytała tak, że słuchający zatapiał się w jej słowach nie myśląc o otaczającym go świecie, zatapiał się w jej słowa do tego stopnia, że po chwili sam stawał się częścią czytanej historii, rozumiał, przeżywał, nie śmiał nawet przerwać…
Bill poruszył się w łóżku i uśmiechnął się szeroko do rodzicieli, żeby pokazać jej, że mu się podoba, że jest szczęśliwy, że uwielbia gdy czyta. Ułożył swoją niedużą główkę na poduszce i wbił wzrok w matkę, a jej słowa płynęły do jego umysłu z dziecinną łatwością, łapał każde, pochłaniał je, zapamiętywał i analizował. Nie chciał niczego przegapić, żadnego zdania, żadnego słowa, nawet literki, przecinka i kropki.
- Żegnaj - powiedział.
- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
Kobieta odłożyła książkę na półkę i spojrzała na swojego synka, który uśmiechał się jeszcze do niej i próbował utrzymać przytomność, ale oczy same mu się zamykały.
- Dobranoc synku.
Pocałowała go w czoło i otuliła szczelnie kołdrą tak by żadna część jego ciała nie wystawała ,,na świat:.
- Mamusiu…Co to znaczy, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu?- zapytał szeptem.
Simone usiadła obok chłopca i ponownie uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Nie powinnyśmy oceniać ludzi po wyglądzie, lecz po czynach..- odrzekła i odgarnęła mu włosy z czoła.- Gdy poznajemy kogoś, powinniśmy zamykać oczy i zwracać uwagę tylko i wyłącznie na zawartość, nie na opakowanie.- dodała.
- Nie powinnyśmy oceniać ludzi po wyglądzie, lecz po czynach… - powtórzył Bill aby zapamiętać.
Kobieta wstała i wyszła cichutko zamykając za sobą drzwi, a brązowowłosy chłopiec przytulił się do poduszki i zamknął oczy, by dać im odpocząć, odpocząć od ciągłego patrzenia na ten chory, szary świat. Bo najważniejsze jest niewidoczne dla oczu…
komentarze [4]
Elite








Archiv
2009
styczeń (2)kwiecień (1)